środa, 29 maja 2013

BELL SATIN MAT Matowy cień do powiek No 142

Gdyby producent nadał tym cieniom nazwy ten mógłby nazywać się BABY BLUE, gdyż moim zdaniem ma kolor dziecięcych śpioszków. Do tego te słodkie motylki. Uroczy jest po prostu. Cień pomimo nazwy satin mat, jest raczej matowy niż satynowy. Opakowanie jak opakowanie. Plastikowe, przezroczyste. Nie ono jest tutaj najważniejsze. Liczy się wnętrze ;-) Skład dla zainteresowanych zamieszczam poniżej.
Na temat składu się nie wypowiem, gdyż się nie znam. Mogę za to powiedzieć, że cień jest bardzo przyjemny w użytkowaniu. Mimo że w kolorze pastelowym ma bardzo dobrą pigmentację, do tego nie znikna podczas rozcierania, ani w ciągu dnia. Zostawia na powiece ładny błękitny kolorek.

Jego dodatkowym atutem jest cena. Za swój zapłaciłam trochę ponad 7 zł. Do tego kosmetyki bell są dość łatwo dostępne. Swój kupiłam w małej drogerii na rynku. Próbowałam zmalować coś z użyciem tego maleństwa, żebyście mogły zobaczyć jak prezentuje się na mojej pomarszczonej powiece. Efekt poniżej.
Oprócz posiadanego przeze mnie kolorku 142 dostępnych jest jeszcze 11 innych. Szkoda tylko, że nie są to bardziej optymistyczne i żywe kolory. Myślę że wybór mógłby być nieco bardziej urozmaicony. I to według mnie jest jedyną wadą cieni Satin Mat - niewielki wybór kolorów. Choć i z tych chętnie przygarnę jeszcze kilka. 
PODSUMOWUJĄC: To bardzo fajny cień dla fanek matowego wykończenia, w dodatku w niskiej cenie. Czego chcieć więcej? Ode mnie Bell Satin Mat dostaje piątkę.

A czy wy miałyście już styczność z Bell Satin Mat? Przypadły wam do gustu? A może macie innych matowych ulubieńców?

Buziaki. Marta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz