piątek, 31 maja 2013

MAKIJAŻ niebiesko-niebieski

Postanowiłam pokazać wam cały makijaż z poprzedniego posta. I jednocześnie pierwszy na tym blogu, utrzymałam go w  niebieskiej kolorystyce. Nie jestem przekonana czy pasuje mi taki kolor, ale podobno wszystkiego trzeba spróbować. Koniecznie dajcie znać jak i czy wam się podoba. Liczę na wasze wskazówki i opnie :-)
Zdjęcia zrobione bez lampy, usta saute.
Wyżej zoom na oczy, również bez lapmy.
Zdjęcia z lampą i blado różową pomadką VIPERA nr 66

I znów zoom na oczy, tym razem z lampą.

UŻYTE KOSMETYKI :

kamuflaż Dermacol nr 208, maskujący korektor w płynie Bell Perfect Cover w najjaśnieszym odcieniu, podkład w musie Butterfly New Formula Mousse Matte kolor nr 1, puder prasowany matujący Sensique kolor 01
róż do policzków Verona w kolorze nr 6 Ziemia Indiańska, pomadka Vipera nr 66 (na zdjęciach z lampą)
niebiesko-fioletowy cień z paletki Technic Electric Beauty UV, cień Gladys White z paletki Sleek Respect, matowy cień do powiek My Secret kolor nr 509, błękitny matowy cień Bell Satin Mat nr 142, sypki pigment Kobo Professional nr 505 Sea Shell, eyeliner Miyo Glam Eyes nr 04 Turquoise
tusz do rzęs to podkręcająca podróba D&G ;-)

Koniecznie dajcie znać co sądzicie o makijażu, lubicie siebie w niebieskim? Buziaki!





środa, 29 maja 2013

BELL SATIN MAT Matowy cień do powiek No 142

Gdyby producent nadał tym cieniom nazwy ten mógłby nazywać się BABY BLUE, gdyż moim zdaniem ma kolor dziecięcych śpioszków. Do tego te słodkie motylki. Uroczy jest po prostu. Cień pomimo nazwy satin mat, jest raczej matowy niż satynowy. Opakowanie jak opakowanie. Plastikowe, przezroczyste. Nie ono jest tutaj najważniejsze. Liczy się wnętrze ;-) Skład dla zainteresowanych zamieszczam poniżej.
Na temat składu się nie wypowiem, gdyż się nie znam. Mogę za to powiedzieć, że cień jest bardzo przyjemny w użytkowaniu. Mimo że w kolorze pastelowym ma bardzo dobrą pigmentację, do tego nie znikna podczas rozcierania, ani w ciągu dnia. Zostawia na powiece ładny błękitny kolorek.

Jego dodatkowym atutem jest cena. Za swój zapłaciłam trochę ponad 7 zł. Do tego kosmetyki bell są dość łatwo dostępne. Swój kupiłam w małej drogerii na rynku. Próbowałam zmalować coś z użyciem tego maleństwa, żebyście mogły zobaczyć jak prezentuje się na mojej pomarszczonej powiece. Efekt poniżej.
Oprócz posiadanego przeze mnie kolorku 142 dostępnych jest jeszcze 11 innych. Szkoda tylko, że nie są to bardziej optymistyczne i żywe kolory. Myślę że wybór mógłby być nieco bardziej urozmaicony. I to według mnie jest jedyną wadą cieni Satin Mat - niewielki wybór kolorów. Choć i z tych chętnie przygarnę jeszcze kilka. 
PODSUMOWUJĄC: To bardzo fajny cień dla fanek matowego wykończenia, w dodatku w niskiej cenie. Czego chcieć więcej? Ode mnie Bell Satin Mat dostaje piątkę.

A czy wy miałyście już styczność z Bell Satin Mat? Przypadły wam do gustu? A może macie innych matowych ulubieńców?

Buziaki. Marta

no hej


Mam na imię Marta, lat 22. Pracuję jako barmanka. Uwielbiam książki i malowidła. A to będzie kolejny blog kosmetyczno-makijażowo-dziewczyńsko-kobiecy. Będą tu moje recenzje kosmetyków, moje makijażowe próby i t d i t p. Liczę na łagodne przyjęcie oraz wasze opinie i podpowiedzi, zwłaszcza w kwestii makijażu, gdyż absolutnie nie jestem profesjonalistką, po prostu usiłuję się uczyć i wasze opinie będą dla mnie baaaardzo cenne. Tytułem wstępy to tyle :-)

Buziaki. Marta